Plusy i minusy S

Zaczęty przez vanillacat, 16 Cze 2008, 09:49:04

« poprzedni - następny »

vanillacat

+ pobranie krwi następuje na drugi dzien
+ jest mniej zanieczyszczen
+ korki sa na wybranych ulicach i to tylko w godzinach szczytu
+ wszystko jest tansze
+rodzina i znajomi blisko

_zasciankowosc
_brak dostepu do rozywek kulturalnych
_wszystko sie załatwia na łape
Chodz nierownymi drogami, latwiej wytlumaczysz swoje potkniecia.

zaroowka

...że kogo? I w ogóle o co chodzi?

[cytat]+ pobranie krwi następuje na drugi dzien[/cytat]

A tego to w ogóle nie rozumiem...
Tak, jestem wredny.
Tak, tnę i cenzuruję.
Debian, Pentax, Habanero!

AP

Niestety nie wszystko jest tańsze, np. benzyna jest droższa niż w wawce lub ostrowii mazowieckiej, o czym już w którymś temacie pisano:)
Mój +: w pobliżu są piękne jeziora.
AP

tajna

minusy S
- brak dziewczyny
- brak pracy
- brak perspektyw życiowych

plusy S
- rodzice
- poczucie bycia ze swojego miasta

plusy Wawy
- dziewczyna
- studia
- różne zajęcia
- dużo znajomych
- mase imprez różnego rodzaju ( np.byłem ostatnio na spotkaniu z łelebekiem! - foty i releacja będzie na blogu)
kulturalne suwałki

clod

A dla mnie Vanilko zaściankowość jest plusem.
Tylko rzetelna i wytężona praca jednostki zapewni sprawne działanie kolektywu.

weronika

Patriotyzm lokalny - umiłowanie i przywiązanie względem własnej, lokalnej ojczyzny, (tzw. mała ojczyzna) - miejsca zamieszkania lub urodzenia. Podobnie jak patriotyzm w swym szerszym znaczeniu, patriotyzm lokalny opiera się na otwartości względem innych jednostek bądź grup.

W wyniku powyższego minusów nie widzę:):)

No moze jeden: Wigry mogłyby być w I lidze:)
Weronika

Bizi_Sejny

Bizi albo sie udzielaj kulturalnie albo bedziesz kasowany:) vc

fafik

+ bezpieczne miasto
+ odległości

- poziom edukacji
- brak dobrych fachowców (remonty, instalacje itp.)
- miasto umiera nocą

cderrtt

- za dużo \"ręka rękę myje\"
- asekuranctwo w podejmowaniu decyzji. Czyli nie podejmujemy żadnej, bo a nuż komuś się nie spodoba z lokalnych kacyków.
- b.duże samozadowolenie władz lokalnych. Jakby było z czego.
- traktowanie przez władze mieszkańców jak przygłupów. Tzn. obiecywanie gruszek na wierzbie. Obiecanki bez pokrycia.
- lenistwo władzy niespotykane w innych miastach.

Wadim

weronika: a co to za plus dla Suwałk patriotyzm lokalny, bo nie rozumiem - inaczej: Suwałki dla patrioty suwalskiego to przedmiot uwielbienia bez względu na plusy czy minusy, ale samo istnienie patriotów lokalnych jest żadnym plusem czy minusem dla Suwałk...


weronika

Wadim sam fakt, ze miasto posiada patriotów lokalnych moim skromnym zdaniem  już jest plusem.


Zgadzać sie ze mną nie musisz:) Pozdrawiam.
Weronika

Jan Komuzy Kant

Jeszcze raz wrócę do pana "przedstawiciela prostego ludu", co to wiedzę o Polsce parafialnej zdobył nie na salonach, ale w remizach.
. Wygląda to tak. Kiedy się pisze o tożsamości Jarosława, która z natury jest plebejska, z tym się zgadzam, natychmiast słyszy się o szlachetnie urodzonym herbu Pomian. Tuż po tym jak się usłyszy o herbie Pomian, było nie było szlacheckiej sygnaturze, w prawdzie takiej zaściankowej, ale jednak, słyszymy że, Jarosław nie w salonach chowany, ale wśród prostego gminu. Powtórzę, z natury Jarosław plebejski, z dziedzictwa, w co trudno uwierzyć, magnat cał twarzą. Niezwykle pogmatwany życiorys Jarosława i jego przodków, jest bardziej atrakcyjny niż go dotąd kreowano. Ja rozumiem, że na przykład taki członek SLD co to się wychował w Łodzi Fabryczna, czy na innej Pradze, może sobie przykleić na czole metkę, człowieka z ludu, ale dziecko herbu Pomian? Dziecko szczęścia, wychowane najpierw w żoliborskim apartamencie, potem w żoliborskiej willi, dzielnicy elit, tak znienawidzonych przez Kaczyńskiego. Dziecko z taką szlachecką wkładką, w roli przywódcy chłopstwa i proletariatu, jawi się nieco groteskowo. Bardzo mnie wzruszyła głęboka wiara, wśród prostego ludu, napotkana na forum, jak to się Jarosław chował na ulicy pośród chłopców biegających za fajerką. Zabawnie wzruszające, ale o tym za chwilę, najpierw salonowe, elitarne i szlacheckie korzenie rodzinne Jarosława. Rodzina Jarosława przybyła "za Buga", zarówno ze strony matki jak i ojca. Polskości w tych przodkach tyle co kot napłakał. Dość powiedzieć, że pradziadkowie Jarosława słowa po polsku nie potrafili wydukać, mieli rosyjskie obywatelstwo i robili karierę w carskiej armii. Kariery zawodowych oficerów, nie yych wcielanych na siłę, biednych szeregowców, wyciąganych z obozów niemieckich, ale prawdziwa "nastajaścia staryszna". nastajaszczaja starszyna -c ;)

Od strony ojca rodzina Jarosława to obszarnicy i oligarchowie, babka Franciszka, posiadała solidny majątek w okolicach Odessy, dziadek Aleksander był wysokim urzędnikiem kolejowym. Kiedy zawitali z ziemi obcej do Polski, Franciszka zajęła się "aferami", prowadząc biuro obrotu nieruchomościami, a Aleksander awansował na naczelnika węzła kolejowego. Od strony matki, rodzina Jasiewicz, to przede wszystkim Aleksander, dziadek Jarosława. Lewicowiec z krwi i kości, zatwardziały socjalista, nienawidzący Piłsudskiego, sanacji i wszystkiego co z piłsudczykami związane. Uczciwie trzeba oddać, że mimo poglądów socjalistycznych, nie przepadał za komunistami. Poglądy lewicowe nie przeszkadzały mu również, w powodzeniu własnej firmy budowlanej. Aleksander był inżynierem, projektantem spółdzielni mieszkaniowej w Warszawie. Wszystko można powiedzieć, o Jarosławie, ale nie to, że Jarosław jest dzieckiem prostego ludu, Jarosław to potomek, obszarników, ruskich oficerów, wysoko postawionych urzędników kolei i inżyniera socjalisty. Przechodzimy o jedno pokolenie wyżej, czyli do rodziców naszego bohatera, co to nie zna zapachu cygar, smaku ananasa i nie wie o czym się plotkuje na salonach. Jako, że matka kurka, to wbrew powszechnej opinii, nie jest ostatnie propagandowe bydle, tylko takie bardziej przedostatnie, muszę powiedzieć rzecz następującą. Rodzice Jarosława, mają przepiękną kartę powstańczą, patriotyczną i narodową. Matka Jarosława była żołnierką AK i sanitariuszką Powstania Warszawskiego, ojciec był prawdziwym bohaterem. Ranny w powstaniu, stracił kciuk, uciekł z obozu pod Skierniewicami, ukrywając się pod ciałami. Ta karta Rajmunda, jest gotowym materiałem na fantastyczny scenariusz o losach polskich bohaterów, Rajmund Kaczyński został odznaczony Krzyżem Walecznych i krzyżem Virtuti Militari. Ja z takiego ojca byłbym dumny, ale nie słyszałem aby którykolwiek z braci, kiedykolwiek ojcem się chwalił, wręcz przeciwnie, obaj mają ewidentny żal i jakiś kompleks ojca, być może z tego powodu, że ojciec porzucił ich i żył w separacji z matką, a być może z następujących powodów.

Po wojnie dawni Akowcy nie mają lekkiego życia, są prześladowani, więzieni, wykluczani z życia społecznego, ale są tacy, którzy się nie poddają, między innymi ci z oddziału Rajmunda. Dawni koledzy i towarzysze broni Rajmunda, organizują coroczne spotkanie upamiętniające Powstanie, ale próżno tam szukać Rajmunda, on robi wielką karierę w PRL, wręcz nieprawdopodobnie wielką. O akowcach przypomni sobie dopiero na spokojnej emeryturze. W latach 50-tych Rajmund dostaje mieszkanie na Żoliborzu, duży piętrowy apartament, najpierw ze współlokatorami, potem Politechnika Warszawska przyznaje mu dodatkowy przydział i jest już lokatorem samodzielnym. Takie mieszkania mogli mieć nieliczni, nawet nie każdy sekretarz mógł sobie na to pozwolić, a akowiec mógł jedynie pomarzyć. Władze stalinowskie traktują Rajmunda jak pieszczocha, mimo jego przeszłości. Jak wiemy w PRL cuda się nie zdarzały, Rajmund musiał odpłacić komunie za dobrodziejstwa i tak też robił. Był jednym z wykładowców na Polskiej "Sorbonie". To specjalna "komórka edukacyjna" przy Politechnice Warszawskiej, szkoląca w dwuletnim cyklu pezetpeerowskich aparatczyków. Po takim kursie, czyniącym w umysłach adeptów leninowskie wodogłowie, "intelektualiści" zasilali dyrektorskie stanowiska w PRL. Za te zasługi Rajmund mógł liczyć nie tylko na wypasione apartamenty, ale na coś co, nie mieściło się w głowie akowskich żołnierzy, mianowicie zagraniczne kontrakty. Rajmund już w latach 60 wyjeżdżał na szkolenia do Anglii i Holandii, otrzymał kontrakt w Libi, podobne historie nie przydarzały się wrogom ustroju komunistycznego i nie każdy zasłużony budowniczy PRL mógł na takie prezenty liczyć.

W takiej atmosferze wychowywali się obaj bracia, jak na PRL, to nie tylko był salon i oligarchia, ale pełen wypas, na miarę sekretarza KC. Po latach brat Lech opisywał, stan posiadania i swoją "trudne, ubogie dzieciństwo", w sposób następujący:

"Bardzo o nas dbano - na żoliborskiej ulicy byliśmy wyśmiewani, że codziennie jesteśmy inaczej ubrani".

Nie jest to koniec nadzwyczajnego i wyjątkowego życia Kaczyńskich. Nadszedł pamiętny rok 1961 czasy już nieco lżejsze, Stalin umarł, ale o tym by telewizyjną i filmową karierę robiły dzieci żołnierzy AK, towarzysze raczej nie myśleli, coś takiego w tamtym czasie byłoby politycznym skandalem. O dziwo bracia Kaczyńscy, kradli księżyc mimo swojego "kułackiego" i politycznego pochodzenia. Strasznie, ogromnie wiele jest cudownych epizodów w życiu, braci, którzy nigdy nie "znali klimatów salonów". Jarosław i Lech mieli nie tylko wiedzę o salonach, byli prawdziwymi bywalcami i erudytami salonowych tajemnic. Dziakowie mogli opowiedzieli Jarosławowi jak ich ojcowie pili czaj z samowara na odeskich salonach, opowiedzieli jak wyglądały polskie salony w okresie międzywojennym, gdzie przebywali jako inżynierowie i naczelnicy kolei. Tata Rajmund snuł opowieści, na temat peerelowskich, ale też holenderskich i angielskich salonów i tych z dalekiej Libii. W Końcu sam Jarosław już jako dziecko mógł poznać zapach cygar, ananasów i innych frykasów, zwiedzając polskie, artystyczne, gomułkowskie salony. Nie wiem co Jarosław słyszał i od jakich ludzi, ale on zbudzony w nocy nie rozpoznałby dźwięku turlającej się fajerki na drucie, natomiast strzał korka szampana, rozpozna między wszelkimi innymi podobnymi dźwiękami. Jarosław Kaczyński bywał na Solonach od dziecka, Jarosław nie miał normalnego życia, wszystko wokół niego było salonowe i elitarne, nawet koledzy z podwórka i liceum: Konrad Bieliński, Mirosław Sawicki, Andrzej Seweryn, Lejb Fogelman (warszawski lew salonowy), Sewen Blumsztajn. To na Żoliborzu był najbardziej dziś znienawidzony przez Jarosława Kaczyńskiego, różowy salon KOR, gdzie przy ul. Mickiewicza 27, Jacek Kuroń organizował opozycyjną działalność, co ciekawe ten adres, to dawny dom dziadka Jarosława, Aleksandra Jasiewicza.

Życie rodziny i samego Jarosława, za wyjątkiem dramatu Powstania, który to dramat i tak zakończył się szczęśliwym życiem po wojnie, przypomina sielankę. Jarosław nie tylko jest dzieckiem salonu, ale zna wszelkie możliwe odmiany salonów, rosyjskiej generalicji, peerelowskich sekretarzy, peerelowskich artystów, w końcu "Salon kłamców", miał swoją siedzibę w mieszkaniu dziadka Jarosława. Dziś ten salonowiec, oligarcha, opływający w przepychach, wykłada babciom z Torunia, dzieje proletariackiej niedoli. Jak każdy peerelowski arystokrata, na czole ma wypisane, troskę o prosty lud. Po co mu do szczęścia prosty lud? Widomo po co! Prosty lud jak zobaczy ananasa w reklamówce, którym to ananasem obżerał się Jacek z Plackiem już w latach 60, natychmiast wyniesie bidulkę Jarosława na ołtarze męczeństwa proletariackiego. Jarosław dobrze wie, że we własnym środowisku jego cyniczna poza, jest przedmiotem kpin i pogardy, od jego wykreowanej plebejskości trzęsą się ze śmiechu brzuchy kolegów z podwórka, na którym był magnatem. Pogarda we własnym środowisku, jak najbardziej zasłużona, jest traumą Jarosława i przyczyną głębokiej nienawiści do inteligencji, salonów, elit i oligarchów. Jarosław jest jak Engels, syn krwiopijcy kapitalisty, który poszedł na proletariackie barykady i wykreował się na bohatera mas, nie mających bladego pojęcia skąd ród Jarosława i pomysły na rządzenie księcia Jarosława. Jemu najbardziej zależy na tym, abyś Ty i ja był prostym ludem, z zachwytem patrzącym jak się o nas troszczy, ten co "dzieli nasz podły" los. Jest to poetyka najbardziej prostackich populistów, to manifest polityczny utrzymany gdzieś między Lepperem, Ikonowiczem i Kononowiczem. Wasze błogorodie, Jarosław Rajmundowicz, dajcie spokój towarzyszu, spójrzcie w lustro, potem nam w oczy i powtórzcie jeszcze raz chociaż jedno słowo o salonach, elitach, ananasach i homarach.


Wadim

weronika: a co z tego wynika? wszędzie są lokalni patrioci

milka

Ciekawe kto przeczytała cały post Jana Komuzy(Komuzego?) Kanta.... Po co on to pisze jak i tak nikt tego nie czyta?? Za długie Panie Janie...
It is the face of my soul- each of us has heaven and hell in him

zaroowka

milka - nie sądź po sobie, ja na przykład przeczytałem całość.  :]
Tak, jestem wredny.
Tak, tnę i cenzuruję.
Debian, Pentax, Habanero!

 

Szybka odpowiedź

W szybkiej odpowiedzi możesz użyć kodów BBC i uśmieszków tak jak przy normalnej odpowiedzi.

Uwaga: W tym wątku nie pisano od 120 dni.
Jeżeli nie masz pewności, że chcesz tu odpowiedzieć, rozważ rozpoczęcie nowego wątku.

Użytkownik:
Email:
Weryfikacja:
Pozostaw to pole puste:

Podaj wynik działania: 2.x.2:

Skróty: naciśnij alt+s aby wysłać wiadomość, alt+p aby ją podejrzeć