Suwałki Story

Zaczęty przez Logan, 10 Paź 2005, 20:20:19

« poprzedni - następny »

tajna

Z tira wyleciał mój sąsiad mariusz. Podszedłem do niego - CO ty tutaj robisz? - zrobiłem wielkie - Już wróciłeś z Litwy? - zapytałem się.
- Jak widzisz - basem zabrzmiał mariusz. Był wysokim i postawnym facetem, już jako uczeń technikum jeździł po okolicznych wioskach swoim samochodem z bejsbolem przy boku. Jak był zdenerwowany, to wysiadał z fury, brał bejsbola, okładał na polu kijem jakiegoś pijanego imprezowicza i jechał dalej. Nigdy nie dał sobie dmuchać w kaszę.
- Wlecieli za tobą te truposze. - obejrzał się za siebie, kiedy to powiedziałem. Ludzie opanowali jednak sytuację. Przywrócono ogniska. Wielu zostało ugryzionych.
- Trzeba będzie ich się pozbyć potem. - rzekłem - Załatwiłeś faceta z abw. JEst bardzo duże promieniowanie, prowadził mnie do miejsca gdzie jest antidorum.
-TO ten? - mariusz pokazał palcem na zakrwawione zwłoki. - Tak
- Sami poszukamy - mariusz lubił działać samodzielnie. - Wiem , ze jest wysokie promieniowanie. Przyjechałem ratować rodzinę. Te skurwiele - obrócił się za siebie - zagryzły całą moja rodzinę. Nasz blok jest w ich rękach.
  Nie musiał tego mówić, nie chciałem wracać do tego  wspomnieniami, musieliśmy ratowac siebie i ludzi którzy ocaleli.
- To chodźmy - rzuciłem.

Kaufland nie był wielkim sklepem jak inne hipermarkety, szybko znaleźliśmy wejście za zaplecze. Był tam punkt operacyjny tych z abw. ZObaczyli nas.
- Przyszliście po antidotum? - spoglądali na nas podejrzliwie. Pokażcie przedramie i szyje. Obejrzeli nas z daleka.
- Dobra, wypijcie to! - podał nam  dwie małe flaszki. Smakowało jak spirit. Amoże to był spirit, takie placebo. Cholera  ich wie. Z wojskowymi nigdy nic nie wiadomo.
- JA mam pistolet, mogę iść do wyjścia i strzelać. Mariusz ma tylko bejsbola.
- Przydacie się nam tutaj. Przy wyjściu jest dużo naszych, są też ocaleli wojskowi z koszar. Nazywam się porucznik Żbik, V oddział abw do spraw niewyjaśnionych. Będzie lustrować cały sklep od wewnątrz i szukać potencjalnych dziur przez które mogą się dostać trupy. Jak coś zauważycie, przez telefony dacie znać. - dał nam krótkofalówki. Zacznijcie od tyłów sklepu.
 
 
kulturalne suwałki

triper

ssszzzzz
sssszzzzz......
Wiał wiatr w sklepie, gdzieś był otwór.

Logan

Ruszyliśmy w stronę otworu, była to wielka wyrwa w ścianie na tyłach sklepu, na szczeście nikogo tu nie było, musieliśmy wykombinować jakąś zapore albo coś, nagle wpadałem na niezły pomysł...
How do I feel, What do I say, In The End It All Goes Away

tajna

żeby mariusz wjechał tutaj tirem i zastawił otwór ciężarówką.
Jemu też się to wydało, że to jest dobry pomysł. Zadzwoniłem do porucznika Żbika.
- Tu my.  Mamy pomysł na dziurę. - coś zaskrzeczało w głośniku.
- Tu por. Żbik. Róbcie swoje, daję wam wolną rękę, zaraz przyjdę zobaczyć jak wam idzie.
Mariusz jechał cały czas prosto w sumie dość wąską galerią, wejście po lewej było zbyt wąskie, podjechał dalej prosto do kas,  stratował dwie kasy z setkami batoników, lodówkę z lodami, szampony i mydła, odbił bardziej na prawo i jadąc cały czas prosto wjechał do działu z mrożonkami i mrożonym mięsem. Galeria tu się kończyła ścianą,
dalej prowadziła  w lewo
do działu z pieczywem, minął ciasta i chleby i dojechał do końca ściany galerii gdzie stały piwa, głównie po prawej stronie, przy samej ścianie. Tutaj właśnie obok była dziura w ścianie.
- O w mordę- Mam tyle szkła roztrzaskać?!!! - darł się rozżalony w kabinie.
Rzeczywiście, stało na drodze do wylotu coś około z 50 skrzynek poustawianych jedna na drugiej. Przemógł swój upór i zmiażdzył swoją wielką maską tyle flaszek piwa. Okazało się, że kabina nie zakryje całej wyrwy. Musiał ustawić do niej bokiem swoją wielką ciężarówkę. Przy okazji musiał rozwalić cały dział z półkami wypełnionymi ciastami, bułkami i chlebem. Tym razem nie zastanawiał się zbyt długo. Wyrwa została zasłonięta.
- Brawo panowie!!! - Zaklaskał w dłonie por. Żbik. Ładna robota.
- Próbował któryś wleźć do środka?
- Jeszcze tu nie doszli. W sumie to dziwne, bo skoro tylu ich od frontu, to dlaczego nie było żadnego od tyłu?
- Założyliśmy zasieki z drutu kolczastego, a właściwie wasz pułk piechoty VI dywizjonu pancernego.
- Pan z waraszawy?
- Z warszawy, a właściwie spod warszawy, małego miasta i przeraża mnie ta wielka warszawa nie mniej, niż te wampiry całe.
- Serio? - przeciez mogą nas pozbawić życia. - nie lubi pan warszawy?
- O żeby jak bardzo...
- U nas w Suwałkach fajniej, myśmy troche tam w stolicy mieszkali i znamy, mamy porównanie. Nie ma to jak swojskie suwałki, choćby i z wampirami, a i tak u nas lepiej.
- Macie racje, tak trzymajcie, wasz optymizm będzie wam potrzebny na długie lata, kiedy miasto zostanie poddane ochronie biologicznej, być może wyburzone, a potem budowane od nowa.
- A właśnie..., to prawda, ze amerykańcy chcą tu zrzucić atomówkę na tych mutantów?
- Takie są plany na teraz. Nie wiadomo co będzie za kilka godzin. Prezydent lech kaczyński wciąż prowadzi rozmowy obustronne i z ekspertami z archiwum x.
- To archiwum x istnieje naprawdę?
- To już nie tajemnica.
Fiu, fiu - wyrwało się nam.
- DObra chłopaki, czeka was teraz kolejne zadanie. Dam wam strzelby snajperskie, pójdziecie na dach i będziecie strzelać do tych umarlaków. Postarajcie się jak najwięcej trafiać. Przeszkoli was sierżant Klos.

Sierżant Klos okazał się być miłym sierżantem.
Cierpliwie tłumaczył zasady dobrego strzelania karabinem snajperskim. A potem zademonstrował praktycznie kładąc na ziemi dwóch umrlaków.
- Teraz wasza kolej, strzelajcie do końca amunicji. Musimy się bronić do końca, nie wiadomo kiedy i czy w ogóle przylecą amerykańcy.
- Już to słyszeliśmy od porucznika Żbika. - Sierżancie...?!
Tam na dole w holu jest wielu pogryzionych, trzeba ich usunąć nim zaczną kąsać naszych.
- Zaraz skontaktuje się z sierżantem Lindą, niech Dziki się nimi zajmie albo Wiktor.
- Ten co czyścił w Nikicie?
- Ten nie używa kwasu, ale spluwy i ognia.
Mariusz właśnie położył kolejnego truposza. Mi też szło nieźle.
byli blisko nas, to nie była żadna sztuka w takich okolicznościach strzelać i trafiać. Czekała nas pracowita noc.

kulturalne suwałki

Logan

Po pół godziny strzelania, przed oczyma zaczeły mi sie pojawiać chmurki czasem nawet przelatywał bocian... Spojrzałem na Mariusza...On chyba miał to samo, patrzył sie tylko na swoją spluwe i ją głaskał, wskoczył do nas por. Żbik.
-Jak się czujecie chłopcy? - powiedział.
-Niech pan się przesunie bocian leci !
-No tak...Zapomniałerm wam powiedzieć, antidotum pędzone było na grzybkach halucynogennych za jakiąś godzine powinno wam przejść. Pozostanicie na miejscach i nie róbcie bzdur. Zbliżała się największa faza...

How do I feel, What do I say, In The End It All Goes Away

tajna

Nie było łatwo, powoli traciłem świadomość rzeczywistości i zacząłem akceptować to, że nagie laski przyszły na dach potańczyć i porozbierać się, a potem klaskać dla nas, ..ale dlaczego?...aaa juz wiem, bo maaammmyy sppluuuwy...yy... yyy, najwyraźniej zwalniałem, było błogo, takie ładne ciałka kobiece tańczyły, mariusz też się położył na plecach, rece podłożyl pod głowę i miło się uśmiechał kiedy patrzył na tancerki. Jedna najwyraźniej to była madonna i zaczęła śpiewać \"hung up\", super muza, uchch... i te rusałki latające na bocianach... po ładnym słonecznym niebieskim  niebie.
        Nie wiem ile czasu to trwało, kiedy doszedłem do siebie, mariusz miał w ręku pancerfausta i nieźle przyperniczał w umarlaków. Właśnie zbliżał się Żbik.
- Czas do pracy! Twój kumpel nieźle kosi.
- Panie Żbiku, kto strzelał, kiedy odlecieliśmy?
- Na każdym rogu dachu są strzelcy, daliśmy sobie radę, nie widzicie ich bo panują tutaj egipskie ciemności, was zastąpili ludzie
z ratusza, specjalny oddział reagowania kryzysowego, cywile jak wy, dali radę, no do czasu, bo kilku się drapało po rurach, zaskoczyli ich i pogryźli, widziecie ten lej na dachu, kloss ich załatwił pancerfaustem.
Ryki umarlaków wszędzie się rozlegały, ciemności od strony południowej sklepu, lasu szwajcarskiego i nowego osiedla z czerwonymi dachami przyprawiały o gęsią skórkę. W oddali słychac było jakiś szum, rósł w uszach, szum się wzmagał
- To amerykańce nadlatuja !!! - posypały się okrzyki na dachu kauflandu - przylecieli nas uratować!!!!!!
Hura! Hura!
- Kurna, ale bombę mają też zrzucić, kijowo no nie mariusz? - potrząsnąłem go za ramię ogłuchłego na pewien czas od wystrzału, powoli do niego docierało co mówiłem, jak w szeregowcu rayanie.
- Ta jasne, rozwala całe nasze miasto, ja mam juz dość tej wojny.
Helikoptery  było z lekka widać, szum przerodził się w huk.
Wiatr przybrał na sile, ostro wiało. Tup, tup, pac, pac. To liny spadły na dach spuszczone z bojowych śmigłowców.
Żbik wydawał rozkazy.
- Zabieramy się wszyscy do maszyn.
-Ładować się!
 
kulturalne suwałki

Logan

Helikoptery wylądowały na dachu marketu, było ich ze 4 może 3 nie pamiętam, wiedziałem tylko że było to stanowczo za mało jak na tą całą masę ludzi cieszących się z tego że ktoś ich stąd zabierze. Nie myliłem się. Na dach wbiegli najpierw jacyś na czarno ubrani goście, potem za nimi goście w eleganckich garniturach. Można się było tego domyślić do helikopterów wsiadła tylko elita Suwalskiekgo urzędu, nikogo więcej nie zabrali, na twarzach tłumu widać było wyraźny smutek, żal a także wściekłość. Niektórzy szeptali miedzy sobą że nie ma już nadziei... Musiałem coś z tym zrobć...
How do I feel, What do I say, In The End It All Goes Away

tajna

I zrobiłem, możecie mi wierzyć.
kulturalne suwałki

hogwarth

Ostatni helikopter jeszcze nie poderwał się z ziemi. - Daj ma mi mariusz swojego pancerfausta. - Co chcesz zrobić? - Zaraz zobaczysz. - poderwałem się z bronią i pobiegłem do śmigłowca, pilot zauważył mnie od razu, bo podszedłem do jego szyby i przyłożyłem pancerfausta na wprost jego oczu. Zdębiał i mocno się wystraszył, pokazałem na migi żeby wyłączył śmigła, śmigła zwolniły obroty. Kolistym ruchem wynurzyłem się przy drzwiach, - Prosze wszyscy wysiadać, powiedziałem tonem nie znoszącym sprzeciwu. Garniturowcy z niechęcią wysiedli, zbili się ciasno w kółko. Dostrzegłem wśród nich dyrektora ośrodka doskonalenia zawodowego, biedaczysko wygladał jak ten chudy wysoki facet pod koniec  titanica, ale jemu się nie udało, bo do helikoptera ładowali się strzelcy z dachu, przecież zasłużyli na to i mieli broń.
Lecieliśmy w kierunku północnym na augustów, tam była tajna baza wojskowa z silosami na rakiety, do tej chwili wolna od wampirów. Wciąż można było się dogadac z operatorem. Jednak u nas coś się zaczęło dziać, jeden z nas był pogryziony, w powietrzu unosił się smród zgniłego mięsa. -  Który z was śmierdzi??!!
- To on !! - ktoś zawołał, - To mój kumpel - i zwiesił głowę.
Zrzuciliśmy go na dół na chłodną.

Wincenty

może to Admin zbierze i porawi i zamiesci w odzielnym pliku, a ktoś inny moze zrobi rysunki!!
Moze mascie inne tematy!!! kilka wątków i np: forum-nowela!!

Logan

Przelatywaliśmy właśnie przez plac przy zegarze milenijnym. Któryś ze strzelców zawołał nagle.
-Patrzcie!!
-Co? gdzie? - Zapytał następny ze strzelców.
-Tam na dachu Arkadji.
-O cholera tam są ludzie. Lądujemy?
-Pogieło Cię? Skąd wiesz czy to ludzie?
-Bo jak strzeliłem dla jednego w klate to umrał!
-Aha... To dobry argument...
-To lądujemy?
Wszystkie oczy skierowane były na mnie, widać miałem jakieś zdolności przywódcze. Nałożyłem czapke porucznika którą zachyliłem od Żbika i powiedziałem stanowczo...
How do I feel, What do I say, In The End It All Goes Away

anna

Gratuluję wyobraźni.

Arian_Angel

-Szykuje sie rozpierducha!
-Że co?- zapytał jeden ze strzelców
- Ty się wogóle nie odzywaj jak nie chcesz niefortunnie i całkiem przypadkowo pośliznać sie na skórce od banana i wypaść poza helikopter.
Milczał, wiedział że nie żartuję z tym bananem. Z drugiej strony powinno mnie zastanowić to że właśnie ładował swój rewolwer, nie to jednak było mi w głowie. Właśnie lądowaliśmy. Jakoś tak dziwnie cicho było, myśle \"zabij jednego to coś powiedzą\". Jak pomyślałem tak zrobiłem. No niby tam zaczeli krzyczeć i gadać że morderca ale kto by się przejmował. Ważne że ożywiło sie.
- Kolego, ja też mogę?- zapytał jakiś łebek
- Zero, zostało dwóch, warto by się zorientować jak sie tutaj znaleźli.
Odszedł zasmucony bełkocząc coś pod nosem o dyskryminacji i niespełnieniu życiowym.
- Co wy tu robicie?- zapytałem, jemu w tym momencie wyrosła czwarta noga z głowy (miał juz trzy co nie zwróciło mojej uwagi).    

****

Pomyślałem więc,że trzeba brać nogi za pas....więc pilot odpalił helikopter i wycieliśmy w długą,zamiast do bazy w augustowie trafiliśmy jednak na wesołą ponieważ pilot zapomniał wziąć z domu skarpet na zmiane jak to nam wytłumaczył,czekaliśmy na niego w helikopterze kiedy podbiegło do nas trzech wielkich oprychów w dresach z bejsbolami,zabrali nam nasz jedyny pojazd i uciekli.Pomyśleliśy z Mariuszem: h** z pilotem i udaliśmy sie na poszukiwanie jakiegos środka transportu....

administrator

Nowa odsłona forum.


Drodzy użytkownicy. Od dziś korzystacie z nowej odsłony naszego forum.
Mamy nadzieję, że szybko przyzwyczajcie się do nowej wersji i docenicie wszystkie narzędzia i możliwości jakie oddajemy do waszej dyspozycji.
Chętnie poznamy wasze uwagi i sugestie. Wysyłajcie je na serwis@suwalki.info .

 

Szybka odpowiedź

W szybkiej odpowiedzi możesz użyć kodów BBC i uśmieszków tak jak przy normalnej odpowiedzi.

Uwaga: W tym wątku nie pisano od 120 dni.
Jeżeli nie masz pewności, że chcesz tu odpowiedzieć, rozważ rozpoczęcie nowego wątku.

Użytkownik:
Email:
Weryfikacja:
Pozostaw to pole puste:

Podaj wynik działania: 2.x.2:

Skróty: naciśnij alt+s aby wysłać wiadomość, alt+p aby ją podejrzeć